Ellie’s Pov:
W mieszkaniu unosił się słodki zapach cynamonu i wanilii. Wkroczyłam do kuchni i zobaczyłam Chelle mieszającą coś zawzięcie w szklanej misce. Miała na sobie swój fioletowy szlafrok, a jej blond włosy spływały swobodnie na jej ramiona. Pozostałości po wczorajszym makijażu sprawiły, że M wyglądała trochę, jak panda, ale mi to nie przeszkadzało. Kocham ją taką jaka jest.
Usiadłam na blacie obok niej i chrząknęłam chcąc uświadomić ją o mojej obecności. Chelle podniosła oczy znad miski, w której nadal mieszała składniki, z tego co zauważyłam, na gofry.
- Hej.- powiedziała po czym wróciła do swojej pracy. Przyjrzałam się jej twarzy, lecz nic nie wskazywało na to by była zła czy coś. Trąciłam lekko jej ramię uśmiechając się do niej.
- Wszystko ok? Zachowujesz się trochę dziwnie. Od kiedy robisz cokolwiek w kuchni?- zapytałam z rozbawieniem. Przypomniało mi się, jak ostatnio Chelle robiła nam śniadanie. Skończyło się to podpaloną firanką i zniszczonym blatem w kuchni. Szczerze mówiąc to jedyną rzeczą, której jeszcze nie przypaliła, była woda.
- Robię gofry, bo będziemy miały gości.- wymamrotała nadal wlepiając swoje niebieskie oczy w misę z ciastem. Na jej twarzy wykwitły lekkie rumieńce przez co wyglądała , jak mała dziewczynka.
- Kto przychodzi?- zapytałam próbując na palec ciasta. Było całkiem dobre, ale dodałabym jeszcze trochę kakao. Jestem dzikim naukowcem w kuchni. Czasami moje dzieła nie nadają się do jedzenia, ale staram uczyć się na błędach. Lubię przyprawiać dania ponad miarę przez co kiedyś mój tata wylądował w szpitalu. Na pocieszenie miałam to, ze przynajmniej nigdy niczego nie podpaliłam podczas gotowania.
- Niall.- wybełkotała i odłożyła miskę na szafkę obok mnie. Poprawiła swoje długie włosy i wskoczyła na szafkę obok mnie.- Wczoraj trochę pogadaliśmy, ale wypiłam za dużo i tak jakby… odleciałam. Później, gdy nas odprowadził ty poszłaś spać, ale ja jeszcze z nim trochę pogadałam. Chciałam być miła i zaprosiłam go do nas na śniadanie. – uśmiechnęła się zawstydzona wyłamując palce, jak to zwykle robiła czując się niepewnie.
- To chyba dobrze, co nie? Będziecie mogli się lepiej poznać, a ja żeby wam pomóc wymknę się z domu na ten czas.- powiedziałam i zeskoczyłam z szafki kierując się do pokoju. Będę musiała się ubrać i wysuszyć włosy, żeby wyjść z domu. Gdy byłam już w korytarzu Chelle krzyknęła.
- Ale Ellie, Niall powiedział, że Harry z nim przyjdzie. Nie chcesz go poznać?- zatrzymałam się momentalnie w połowie drogi.
Niestety już go poznałam.
Wróciłam do kuchni i oparłam się o ścianę tuż obok Chelle.
- Poznałam go już, ale nie sądzę bym zrobiła na nim dobre wrażenie. – wybełkotałam wpatrując się w moje bose stopy. Mokre włosy opadły mi na policzki gilgocząc mnie. Złapałam je szybko i przerzuciłam na jedno ramię odkrywając przy okazji moje małe siniaki.
- Na pewno nie było tak źle, jak ze mną.- zachichotała Chelle. No to mnie pocieszyła. Przynajmniej obie będziemy się czuć niekomfortowo na dzisiejszym śniadaniu. Muszę jakoś poprawić mój wizerunek wrednej laski. Nie jestem taka. Większość określa mnie, jako tą nieśmiałą laskę. Może dlatego, że nikt oprócz Chelle tak naprawdę mnie nie zna. Spojrzałam kątem oka na zegarek.
05:45 a.m.
To by wyjaśniało dlaczego jest tak ciemno, ale jedna rzecz mnie zdziwiła.
- Od kiedy to wstajemy tak wcześnie?- jęknęłam wskazując na zegarek. Szczerze mówiąc to nigdy nie dało się mnie zwlec z łóżka przed 7. Należę do osób, które mogą przespać cały dzień i bez problemu zasnąć po tym w nocy. Taki tam ze mnie śpioch.
- Chłopcy mają dzisiaj od dziesiątej próby, dlatego będą u nas na 8, a ja chciałam wszystko wcześniej przygotować.- powiedziała wyjmując z szafki białą zastawę z kanciastymi talerzami. Zawsze takie chciałam mieć.- Cholera, chyba nie mamy syropu klonowego.- jęknęła łapiąc się za głowe. Jej ręce były w resztkach mąki, przez co jej włosy wyglądały jak posypane śniegiem.
- Ja pójdę do sklepu, bo i tak trzeba zrobić zakupy na obiad i w ogóle. – powiedziałam i ruszyłam do mojej sypialni. Po drodze oglądałam ściany nowego mieszkania. Nie mogę się doczekać, aż się tu przeprowadzę na stałe. Jeszcze tylko kilka miesięcy i moje marzenie się spełni. Będę mogła popowieszać nasze zdjęcia na ścianach i urządzić to miejsce po swojemu. Wszędzie poustawiam kwiaty i inne ozdoby. To będzie moje miejsce.
Weszłam do sypialnie, którą pozostawiłam w nieładzie. Wszędzie walały się cześć mojego wczorajszego outiftu. Pozbierałam cały bałagan i wrzuciłam ubrania do kosza z praniem. Kątem oka spojrzałam za okno. W powietrzu unosiły się białe płatki śniegu, które powoli okrywały całą okolicę. Kocham śnieg i zimę, ale nie tutaj. Polska zima jest piękna, ale brytyjska to dno. U mnie wszystko wygląda jak z bajki, jeździmy na nartach, sankach. Tu śnieg jest czymś nie do pomyślenia. Spadnie kilka centymetrów tego cudownego pyłu, a całe miasta są sparaliżowane. Zawsze śmieje się z marznących Londyńczyków, którzy mimo pogody chodzą lekko ubrani i marzną. Ja mimo, że rzadko kiedy ubieram kurtki ( wyglądam w nich, jak bałwan.. serio. ) to zawsze jestem ciepło ubrana. Po prostu nie lubię zimna, jak każdy. Podeszłam do walizki porzuconej tuż obok mojego łóżka i wyciągnęłam z niej moją ulubioną bluzę z local heroes i obcisłe czarne rurki, z którymi się nie rozstawałam. Zrzuciłam z siebie ręcznik, a już lekko wilgotne włosy opadły na moje plecy. Pociągnęłam za najdłuższy kosmyk, aby sprawdzić jak bardzo urosły. Zdziwiłam się, gdy doszły, aż do końca moich żeber. Jeszcze niedawno były nieco za ramiona. Zadowolona z ich długości przełożyłam je na jedno ramię i wygrzebałam z walizki bieliznę i podkoszulkę. Założyłam cały zestaw ciuchów na siebie sprawdzając czy nie będzie mi zimno. Moja szyja była całą goła więc sięgnęłam po gruby czarny szalik na półce obok łóżka. Pewnie zauważyliście, że większość moich ubrań jest ciemnych. Jest to spowodowane tym, że uważam się za grubą, a czarny podobno wyszczupla więc..
Przeczesałam palcami włosy. Były zbyt wilgotne, aby w nich wyjść na dwór. Wróciłam do pokoju i włączyłam suszarkę zostawioną przez Chelle na mojej toaletce. Przesuszyłam nią włosy, które od ciepłego powietrza strasznie się napuszyły, jak zwykle. Szczerze ich nienawidzę, bo zawsze robią mi na przekór. Spojrzałam na zegarek.
6:07 a.m.
Zebrałam szybko wszystkie potrzebne rzeczy typu portfel i iphone do skorzanej torebki Michelle i wyszłam z pokoju. Chelle właśnie sprzątała blaty, kiedy weszłam do kuchni.
- Nie będzie ci tak zimno?- zapytała zakładając ręce na biodra, jak to zwykła czynić moja mama. Zachichotałam i wzruszyłam ramionami.
- Jestem na tyle gorąca, żeby chodzić tak ubrana. – Chelle parsknęła na co rzuciłam jej urażone spojrzenie.- To co mam kupić?
M poprawiła swój szlafrok myśląc. Otworzyła lodówkę i zaczęła wyliczać.
- Kup nutellę, jakieś słodycze, mąkę, mleko i cukier. To będzie na tyle. Oczywiście nie zapomnij o słodyczach.- uśmiechnęła się i ruszyła w stronę pokoju.- Idź już, a ja idę się wykąpać.
- Oks, pa.- dałam jej buziaka w policzek i wybiegłam do przedpokoju, gdzie założyłam moje buty i czapkę. Założyłam torebkę na ramię i wyszłam z mieszkania zatrzaskując drzwi. W pierwszym momencie nie byłam pewna, w która stronę iść. Ja i moja orientacja w terenie. Po chwili usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi od windy i ruszyłam w jego kierunku. Stała przy niej znajoma mi postać. Tak szczerze mówiąc to nie chciałabym jej poznać.
- Cześć Cathy.- krzyknęłam na co dziewczyna odwróciła głowę. Miała na sobie czerwony płaszczy z czarnym paskiem i brązowe buty. O modowe fatum! Gdy się odwróciła zauważyłam, ze miała zapłakane oczy przez co jej zawsze nienaganny makijaż spływał po jej policzkach. Drzwi do windy otworzyły się i weszła do niej bez słowa. Podążyłam za nią wciskając srebrny przycisk z literką „L”. Cathy pociągnęła nosem i w pośpiechu wytarła twarz. Teraz będzie mi tu udawać, że nic się nie dzieje. Boże co za człowiek. Skoro nie chce się do mnie odezwać, ja nie mam zamiaru ja zmuszać. Stanęłam obok niej i wpatrywałam się w fakturę metalowej płyty naprzeciwko mnie. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos.
- Dlaczego nikt nie chce mnie pokochać?- zbiła mnie tym pytaniem z tropu. No bo niby jak miałam odpowiedzieć jej na to pytanie nie wiedząc co to takiego jest miłość. Postawiłam na bezpieczną odpowiedź.
- Ja cię kocham.- powiedziałam cicho nie wierząc, że te słowa wyszły z moich ust. Użyłam ich mniej niż dziesięć razy w życiu. Po prostu trudno mi okazywać uczucia, których tak często nie mam. Usłyszałam obok siebie ciche fuknięcie co potwierdzało iż moja odpowiedź nie została zaakceptowana. Kurczę.
- Wiesz o co mi do cholery chodzi.- warknęła wyłamując palce. W duchu zaczęłam się modlić, żeby winda dojechała na dół. Nienawidzę rozmów o związkach, bo co ja do cholery mogę o tym wiedzieć. Mam osiemnaście lat i odkąd pamiętam jestem singielką i w żaden sposób mi to nie przeszkadza. Postanowiłam, że włączę mój tryb „nie wiem o czym gadam, ale gadam”.
- A co z chłopakami z pracy? Żadnemu się nie podobasz? – słowa wypłynęły z moich ust bez większego zainteresowania. Cathy znowu pociągnęła nosem, pokręciła w desperacji głową i schowała twarz w dłoniach. Tak, jeszcze tego mi jeszcze brakowało, żeby się nią zajmować. – Myślę, że gdybyś była bardziej miła ktoś na pewno zwrócił by na ciebie uwagę.- w czasie, gdy kończyłam zdanie drzwi do windy się otworzyły więc skorzystałam z okazji i szybko z niej wyszłam zostawiając rozryczaną Cathy za sobą. Nie mam zamiaru jej pomagać po tym, jak mnie traktowała. Przeszłam szybkim krokiem przez szerokie lobby i wyszłam głównymi drzwiami na śnieżny poranek. Latarnie na ulicy jeszcze się paliły, a w okolicy było tylko kilkoro ludzi. Wyciągnęłam z torby iphona i słuchawki, które wsadziłam sobie na uszy. Puściłam muzykę i pomaszerowałam w kierunku mojego ulubionego sklepu w okolicy. Akurat leciało All Around The World przez co zaczęłam podrygiwać w rytm muzyki. Gdy mijałam jakiegoś chłopaka spojrzał na mnie jak na jakąś chorą psychicznie, ale ja mam to gdzieś. Podczas słuchania muzyki nie potrafię iść jak normalny człowiek.
***
Weszłam do sklepu i wyjęłam słuchawki z uszu. Schowałam je do torby razem z iphonem. Sklep pachniał tak, jak zwykle, słodkimi bułkami i chlebem, które były wypiekane na miejscu. Wzięłam mały jeżdżący koszyk i ruszyłam między półki zastawione tym co lubiłam najbardziej - jedzeniem. W pierwszej alejce były takie błahe rzeczy, jak makaron czy ryż. Powrzucałam do koszyka wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyłam na alejkę ze słodyczami. Postawiłam koszyk obok mnie i zaczęłam rozglądać się po półkach. Zgarnęłam kilka twixów i marsów, kiedy usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Spojrzałam zaciekawiona w ich kierunki, lecz nic nie zobaczyłam przez sterty ciastek na górnych półkach. Rzadko kiedy spotyka się kogoś w sklepie w takich godzinach, zwłaszcza w soboty. Wróciłam do przeglądania słodyczy, kiedy usłyszałam męski głos tuż za półką przy, której stałam.
- Tylko się pośpiesz Justin. Zaraz mogę się tu zlecieć paparazzie, a tego byś nie chciał.- Sądząc po jego rodzaju głosu mężczyzny wnioskowałam, że musi być naprawdę duży. Nie wiem skąd, takie poczucie, ale ja po prostu to wiedziałam. Nagle zrozumiałam sens jego słów. „Justin” i „ paparazzie”…
O MÓJ BOŻE.
Justin’s POV:
- Nie jadłem nic od 16 godzin Nick! Czy mógłbym łaskawie zakupić sobie paczkę ciastek?- warknąłem patrząc mu prosto w oczy.- Poza tym z tego co pamiętam, nie jesteś moim ojcem więc mógłbyś przestać mi rozkazywać. Wiem co mam do cholery robić.- odwróciłem się na pięcie, przez co moje Supry cicho pisnęły na twardej posadzce i ruszyłem w kierunku półek ze słodyczami. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem coś w ustach. Ostatnio tylko biegam między halami koncertowymi, a samolotem. Już nie mogę się doczekać tych kilku dni wolnego. Spędzę moje urodziny tak jak będę chciał i żaden Nick czy inny chuj mi nie zabroni.
Skręciłem gwałtownie w lewo i nie zauważyłem dziewczyny, która stała tuż obok półki na rogu. Wpadłem na nią z impetem przez co zachwiała się i chwyciła za moją kurtkę ratując się od upadku. Złapałem ją w porę dzięki czemu nie zaliczyła bliskiego spotkania z podłogą. Jej karmelowe oczy rozszerzyły się zaskoczeniu, a usta otworzyły się jakby miała zaraz krzyknąć. Miała na sobie czarną bluzę, rurki i nawet czapkę. Jej włosy brązowe spływały delikatnie na jej drobne ramiona. Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że nadal przytulam ją do siebie. Odchrząknąłem skrępowany tą całą sytuacją i puściłem ją upewniając się, że stoi o własnych siłach. Jej twarz nadal była pełna szoku przez co zmartwiłem się.
- Przepraszam.- powiedziałem przyglądając się jej twarzy. Była całkiem ładna. Co ja mówię? Zajebiście ładna. Była trochę podobna do Seleny, ale jej uroda była bardziej… egzotyczna? Zlustrowałem ją wzrokiem, co chyba zauważyła, bo jej twarz natychmiast pokryła się uroczym rumieńcem.
- Możesz to robić częściej.- wydukała wpatrując we mnie swoje duże dziecięce oczy.
____________________________________________
PRZEPRASZAM
dodaje rozdzial tak pozno dlatego, ze mam szlaban ze wzgledu na nauka ;-;
mam nadzieje ze nie ma zbyt duzo bledow :)))) heh
nareszcie pokazal sie Justin, na ktorego wiekszosc z was czekala :D
czytasz=komentujesz :))))