Cały lot przespałam na ramieniu Michelle, która w tym czasie uważnie studiowała przewodnik po Londynie. Jesteśmy tu już 5 raz, lecz nadal nie zdążyłyśmy obejrzeć wszystkich interesujących nas rzeczy. W tym roku planujemy wyjazd do Cambridge, aby wyrwać się na trochę z zatłoczonej stolicy. Oczywiście o ile nam się uda, gdyż mamy spore zakupy do zrobienie i oczywiście koncert Justina. Nadal nie dociera do mnie to, że go zobaczę. Czekałam na ten moment całe życie. Dzięki temu, że z M regularni się uczyłyśmy i byłyśmy grzeczne nasi rodzice dali nam kasę na M&G. Same miałyśmy już wcześniej bilety kupione na koncert w Polsce, dlatego pójdziemy na oba. Szczęście nam sprzyja.
***
Z zamyślenia wyrwał mnie pisk Chelle, która upuściła swoją torbę. Cała zawartość z niej wyleciała, przez co podłoga pokryła się kosmetykami, notesami i innymi bzdetami.
- Ale ze mnie jebana niezdara.- westchnęła i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Pochyliłam się jej pomóc, ale ktoś mnie wyprzedził. Była to niska dziewczyna z burzą blond włosów. Podała mi z uśmiechem notes i poszła za resztą grupy podążającej do kontroli.
- Widziałaś jakie miała ładne włosy?- jęknęłam zbierając po kolei kosmetyki Chelle. Na chuja jej tego tyle? Ma taką ładną buzię, a non stop nakłada na nią zbędne mazidła.
- Ona? Phi, przecież twoje są ze sto razy ładniejsze.. nie to co moje.- powiedziała biorąc ode mnie swoje rzeczy i wrzucając je do swojej torby. - Może chcesz się zamienić?- wydęła dolną wargę robiąc do mnie maślane oczy. Przewróciłam oczami i pomaszerowałam za naszą grupą, która już dawno zniknęła za zakrętem. M szła za mną nadal poprawiając coś w swojej torbie.
- Cathy po nas przyjedzie?- zapytała równając się ze mną i poprawiając włosy, które przez wilgoć lekko się pokręciły.
- Chyba tak.. zadzwonię do niej jak odbierzemy bagaż.
Chelle's POV:
Siedziałyśmy właśnie w Burger King na lotnisku, kiedy Ellie zadzwonił telefon. Wyjęła go zgrabnym ruchem z kieszeni i przytknęła do ucha.
- Słucham.- powiedziała wpychając sobie frytkę do ludzi. Nigdy nie przejmowała się zasadami dobrego zachowania, w tym tej, że nie gada się podczas jedzenia. Ugryzłam swojego burgera rozglądając się dookoła. Wszystkie było od cholery ludzi. Niektórzy drzemali na ławkach. Nigdy nie zrozumiem, jak tu można do cholery spać. Ogólnie nie lubię tłocznych miejsc, przyprawiają mnie o klaustrofobię. Powróciłam wzrokiem na Ellie, która właśnie skończyła rozmawiać przez telefon. Odłożyła go na stoliku zaraz obok jej wielkiej coli. To dziwne, że potrafi tyle wypić.
- Co tam? - zapytałam sięgając po mój sok. Els wydęła dolną wargę i wzruszyła ramionami.
- Będziemy musiały na nią trochę poczekać, bo kończy pracę dopiero za godzinę. Jebane modest. - westchnęła po czym przygryzła dolną wargę i spojrzała gdzieś w bok. Jako, że obie jesteśmy directionerkami nie znosimy tej zasranej korporacji, pewnie sami wiecie dlaczego.
- Jak myślisz, spotkamy ich? - zapytałam zaciekawiona. Brooks przejechała dłonią po włosach zastanawiając się.
- Raczej tak, ale nie możemy liczyć na zbyt wiele.- wydusiła z siebie po czym zebrała śmieci ze stolika i poszła je wyrzucić. Wróciłam do żucia mojej przekąski, która przyjemnie tępiła uczucie głodu w moim brzuchu. Nie jadłam od 4 godzin, a już umierałam z głodu. Głupi żołądek. Usłyszałam nieprzyjemny trzask odsuwającego się krzesła. Spojrzałam w górę, nadal trzymając mojego burgera tuż przy ustach. Nade mną stał wysoki chłopak z burzą czarnych włosów. Na jego twarzy malowało się wielkie rozbawienie. Super, pewnie mam cały ryj w keczupie.
- Mogę?- zapytał siadając. Najwyraźniej moja zgoda nie była mu potrzebna.
- Czego?- czego warknęła. Wsadziłam sobie resztkę jedzenia do buzi i wytarłam usta serwetką wpatrując się w irytującego dupa obok mnie.
- Nie bądź taka ostra- przygryzł wargę- chciałem cię tylko zapytać, czy to twoje?- sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął złoty łańcuszek z małą jaskółką, jako wisiorek. Sięgnęłam po niego, ale chłopak szybko cofnął rękę.
- Dawaj to.- powiedziałam zirytowana wyciągając ku niemu rękę. Chłopak zmrużył oczy najwyraźniej się na czym zastanawiając. Ja myślałam tylko o jednym: Gdzie jest do cholery Ellie?
- Skąd mogę wiedzieć, że należy do ciebie, huh?- powiedział sprytnie. Hah, i tu cię mam. Znam ten wisiorek, jak własną kieszeń, bo sama go kupiłam.
- Na jaskółce jest wygrawerowane unbroken matole, a ten wisiorek należy do mojej przyjaciółki.- kątem oka dostrzegłam ją idącą w naszym kierunki z dwiema kawami w rękach. Patrzyła z otwartą buzią na tyłek tego dekla obok mnie. Ells, Ells, Ells. Wróciłam wzrokiem na pana sprytnego.- Właśnie tu idzie, więc sama będzie mogła ci powiedzieć.- W momencie, w którym przestałam mówić podeszła do nas Ellie.
- Cześć.- bąknęła pod nosem, po czym usiadła podając mi kawę. Chłopak odwrócił się do niej wielkim uśmiechem na ryju. Ugh, zaraz zwymiotuje.
- No cześć.- powiedział uśmiechając się łobuzersko.- Chyba znalazłem coś co należy do ciebie królewno.- położył wisiorek na blacie przed nią i spojrzał na mnie z wyższością. Zaraz mu zrysuję ten nadęty ryj. Ellie westchnęła i nałożyła sobie łańcuszek na szyję.
- Dziękuję.- odpowiedziała krótko. Chłopak najwyraźniej rozczarował się jej reakcją, ale próbował dalej.
- Mam na imię Logan, a wy?- uśmiechnął się do niej ciepło, na co ona w ogóle nie zareagowała. Patrzyła wciąż na swoje ręce splecione na kubku z kawą. Znam ją dobrze i wiem, że nie lubi poznawać nowych ludzi, tak samo jak ja. Zawsze się izolowałyśmy.
- Jestem Chelle, a to Ellie.- powiedziałam nie patrząc na niego. Najwyraźniej poczuł się odrzucony, bo zaczął się podnosić.
- Miło was poznać, ale niestety się śpieszę. Brat po mnie przyjechał. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.- odszedł, a gdy był już wystarczająco daleko, by nas nie usłyszeć, Ellie zaczęła się śmiać.
- Poszłam na kilka minut do kawiarni, a ty już ściągnęłaś jakiegoś oszołoma. Muszę cię bardziej pilnować Stinson.- wzięła łyk kawy, cały czas wpatrując we mnie swoje karmelowe oczy.
- Oj wal się, Brooks.- jęknęłam sięgając po mojego iPhona w zażenowaniu.
***
-Przestań się bawić tymi guzikami.- zaśmiałam się patrząc na poczynania Ellie.
- Zapomniałam na, jakie piętro mamy jechać.- zachichotała lampiąc się na panel z numerami. Przesunęłam ją i wcisnęłam "15".
- Ciesz się, że mam lepszą pamięć niż ty.- spojrzałam na nią z wyższością. Winda ruszyła, by po chwili się zatrzymać. Usłyszałam cichy sygnał, po czym drzwi się otworzyły. Przeszłyśmy przez korytarz w milczeniu ciągnąc swoje walizki. Zatrzymałyśmy się pod numerkiem "70". Ellie sięgnęła do torebki, z której wyjęła pęk kluczy od Cathy. Włożyła jeden z nich do zamka, a drzwi z cichym kliknięciem się otworzyły.
- Witaj w domu.- powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha.
♡♡♡♡♡
PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY
Chciałabym pozdrowić moją mamę.. przez nią rozdział dopiero dzisiaj.
wiem, że jak na razie nie ma żadnej akcji, ale już w następnym rozdziale dziewczyny spotkają 1D, więc keep calm.
dodałam postacie Logana i Cathy do bohaterów.
DAJCIE FOLLOW ELLIE NA TT - https://twitter.com/EllieAnneBrooks
JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANI ZOSTAWCIE NAMIAR W INFORMOWANI
CZYTASZ = KOMENTUJESZ TU LUB NA TT WPISUJĄC W TWEETA #FALLFANFICTION
CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ :)
OdpowiedzUsuń@luvmyjdb
wiesz, że cię ubóstwiam, nie? pff, jasne, że wiesz.
OdpowiedzUsuńnie wiem co mam napisać, bo to logiczne, że kocham czytać twoją twórczość. czekam, aż akcja totalnie się rozkręci i... no wiesz, dużo weny i mało problemów w domu ♥
luv ya .xx
Fajnie piszesz. Fajnie się czyta. Czekam na następny rozdział. ;)
OdpowiedzUsuńczekam na następny :) x
OdpowiedzUsuńŚwietnie Sandra! Bardzo fajnie piszesz, wstawiaj następny rozdział :)
OdpowiedzUsuń